| Sławek z Puław |
|
|
| niedziela, 11 października 2009 09:26 |
![]() Mam na imię Sławek i pragnę złożyć świadectwo o Bożej Łasce, Miłości i Mocy. Było to w 1996r. Był to moment kiedy moja ?pseudowolność?, której tak bardzo dawałem przewodnictwo w mym życiu, doprowadziła mnie do kompletnej ruiny i zniewolenia od narkotyków. Towarzyszyły mi wówczas ogromny bezsens, strach, depresja, niesamowite kompleksy, poczucie niższości i winy. Z tą winą, to przez wiele lat starałem się usprawiedliwiać, i zrzucałem ją na innych, najczęściej na dom rodzinny, choć nie tylko. Będąc jeszcze małym chłopcem, bo chodziłem wtedy jeszcze do pierwszej klasy szkoły podstawowej, uciekłem z domu. Potem ucieczki były coraz częstsze. Sam dziś nie wiem, jakie do końca były tego powody. W domu nie było patologii, wulgaryzmu, rozbicia. Ot, przeciętny dom, może ojciec był trochę nerwowy i surowy. W wieku ok.14-go roku życia, zaczęły się pierwsze kontakty ze środkami odurzającymi. Przez jakiś czas uważałem to za zabawę. Myślałem, że potem przyjdzie czas na poważne życie, żeniaczkę, pracę itp. Gdy ten czas naprawdę już przyszedł, ja już nie nadawałem się do żadnej z tych rzeczy. Podejmowałem pracę, tu i ówdzie ale powodem przerwania umowy było porzucenie pracy ponieważ nałóg nie zezwalał mi na to. Tłumaczyłem to sobie po swojemu, a życie ulegało coraz gorszej degradacji i spaczeniu umysłu, żeby nie powiedzieć ?wręcz zezwierzęceniu?. Każda moja decyzja była bezmyślna, i przynosiła mi tylko następne kłopoty. Gdy kończyłem 29 rok życia, poważne kłopoty dotknęły mojego zdrowia fizycznego. Doznałem urazu nogi, na której powstała duża rana która nie chciała się goić. Mijał czas, a rana stawała się większa, tak, że można było oglądać kości. Lekarze którzy opiekowali się mną, byli jednomyślni, że zakażenie było duże co rzutowało na mój i tak wątły już stan zdrowia. Prognozowali moją przyszłość na dosłownie miesiące. Dołączając do tego opinię innych specjalistów od uzależnień , którzy również byli jednomyślni i wprost oznajmili mi, że wszystko co mogli mi dać ze swojej strony, już uczynili i nie ma już dla mnie pomocy. Liczyłem się wówczas z opinią tych ludzi, bo uważałem ich za autorytety w tej dziedzinie. Myślę, że wtedy zacząłem wierzyć i zdawać sobie sprawę, że teraz naprawdę będę musiał umrzeć. Ta myśl przerażała mnie. Przerażała mnie tym bardziej, ponieważ kilka lat wcześniej ktoś próbował głosić mi Ewangelię i jakiś malutki zarys tej prawdy wniknął do mojego wnętrza. Zrobiło to nawet na mnie wrażenie, ale szybko to odrzuciłem, bo wydawało mi się, że zbyt wiele to wymaga wyrzeczeń. Świadomie odrzuciłem więc prawdę Ewangelii. Tak więc w tym krytycznym momencie odczuwałem przerażenie, że nie ma nikogo kto by mi pomógł tu na ziemi w sensie fizycznym i duchowym. Choć nie miałem zbyt wiele pojęcia o duchowych sprawach, czułem oskarżenie i potępienie, z powodu odrzucenia Ewangelii. Kiedy byłem na ostatnim odwyku w swoim życiu, miałem 31 lat. Wewnątrz zaś czułem się jak starzec nad grobem, oszukany przez Kogoś niewidzialnego. Kto naobiecywał mi uciech, zabaw, rozrywek, tzw.: ?wolności?. W rzeczywistości jednak koniec był tragiczny. Chciałem o tym powiedzieć młodym chłopakom którzy tam byli, ale pomyślałem że i tak mnie nie posłuchają. Wyszedłem do sali, gdzie byłem sam i po raz pierwszy moje serce skruszyło się przed Bogiem. Pierwszy raz w życiu przyznałem się do winy i żałowałem szczerze. Pamiętam, że mówiłem wtedy do Boga: ?Gdybyś mi dał jeszcze raz zacząć wszystko od nowa?. Nie rozumiałem co się ze mną dzieje, płakałem. Wszystko skończyło się, gdy ktoś wszedł do sali, ale we mnie pozostał jakiś dziwny spokój. Jakby ktoś bardzo ważny zagwarantował mi, że wszystko będzie dobrze. Kilka dni później byłem już w ośrodku misji ?TEEN CHALLENGE? w Broczynie. Tam Bóg otworzył mi oczy i zobaczyłem, że to o co poprosiłem Go na odwyku, stało się i oto narodziłem się na nowo. W Broczynie spędziłem moje duchowe niemowlęctwo, potem wróciłem do Puław mojego rodzinnego miasta. Zacząłem stawiać pierwsze samodzielne kroki. Szczerze wyznając, że bywało różnie. Czasami upadałem jak dziecko, ale Bóg Ojciec podnosił mnie z każdego upadku. Dziś jestem dzieckiem Bożym, należę do Jego rodziny. Mam żonę, wychowujemy wspólnie syna, pracujemy i można by jednym słowem powiedzieć, że wszystko jest już normalnie. Jednak to nie jest takie normalne, biorąc pod uwagę wszystko to, co opisałem wcześniej. Za czyny których dopuszczaliśmy się w życiu, bo muszę dodać, że moja żona Alicja również była zniewolona narkotykami, należała nam się surowa kara. Kiedy byliśmy jeszcze narkomanami czasami ktoś próbował się nad nami litować i mówił: ?O? jacy biedni ludzie skrzywdzeni przez los?. Prawda była taka, że to my o wiele częściej Krzywdziliśmy innych. Ja kradłem, rozpowszechniałem narkotyki, rujnowałem życie rodzicom. Czy więc jest to normalne, że za takie rzeczy człowiek nie ponosi kary? Zamiast niej zostało mi okazane przebaczenie. Czyli łaska, za moje samolubstwo i egoizm doznałem miłości. Zaś w momencie krytycznym mojego życia, kiedy praktycznie byłem inwalidą poruszającym się o dwóch laskach, zbity bezradnością i beznadzieją objawiona mi została moc Boża, która mnie podźwignęła z tamtego stanu.Tak więc nie jest to takie zwyczajne i normalne, bo nie wszyscy moi znajomi, którzy żyli podobnie jak ja mogli tego doświadczyć.(Na puławskich cmentarzach leży ich ok. setki.) Tym bardziej chcę chylić czoła przed Bogiem, że w moim przypadku zamiast śmierci darował mi życie. Ośrodek ukończyłem w 1997r. Jakże wiele Bożej dobroci, pomocy, cierpliwości okazywanej w tych najdrobniejszych sprawach życia codziennego doświadczyłem od tamtej pory wraz z moją rodziną. Mógłbym napisać naprawdę wiele świadectw. Dziękuje Bogu, że On mnie dziś prowadzi. Pragnę to szczerze wyznać na świadectwo o mocy Jezusa Chrystusa, Która mnie nieustanie kształtuje i przemienia, że w tamtym krytycznym momencie mojego życia uchwyciłem się Jego pomocnej dłoni, jak przysłowiowy tonący chwytający się brzytwy. Dziś wiem, że chcę się chwytać Go jeszcze bardziej, aby nie stracić tego wszystkiego co On mi dał. Jezus Chrystus jest prawdą która mnie wyswobodziła. W swojej wielkiej miłości przyszedł do mnie w to przerażające miejsce w którym znalazłem się z powodu moich grzechów i przekonał mnie o nich. Włożył do mego serca wiarę, której nigdy nie posiadałem, otworzył moje oczy i sprawił, że mogłem ujrzeć Go jako Zbawiciela od Kary za grzech, od potępienia oraz śmierci. Do Ciebie wołałem, wszechmocny Boże, Ref. Bo wolność Twoja Jezu Nie mówię Boże, że już rozumiem |