Newsletter










Kto teraz na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 
Odsłon : 21954
Start Świadectwa Teksty Janusz P. z Koszalina
Świadectwo Janusza P. z Koszalina
Janusz P. z Koszalina Drukuj Email
niedziela, 11 października 2009 08:33



"Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was- mówi Pan- myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją."

Jer.29, 11

Chcę poprzez to świadectwo oddać chwałę Bogu, który jedynie jest dobry, miłujący, cierpliwy, łaskawy, sprawiedliwy, mocny, który mnie ocalił i dał mi nowe życie.

Chociaż początek tego co napiszę nie będzie chwalebny, ani też nie będzie opiewać cudownej istoty Bożej, to jednak jest niezbędny i prowadzi do ,,cudownych rzeczy, jakie uczynił mi Pan". Nie będę opisywał zbyt wielu szczegółów, bo nie w tym rzecz, aby chwalić się tym czego się wstydziłem, i co pogrążało mnie w śmierci, w powolnym umieraniu mojej duszy i ciała.

 

Zacznę od tego, że chociaż niczego mi nie brakowało, to już od najmłodszych lat dokonywałem kradzieży i imponowała mi brutalność i siła starszych kolegów. Skrupulatnie ich naśladowałem. Wcześnie także zacząłem używać (nadużywać) alkoholu i palić papierosy. Paliłem już nałogowo w wieku 12 lat, a około 17go roku życia byłem już uzależniony od alkoholu i miałem za sobą wiele eksperymentów z innymi środkami narkotycznymi. Często, używając przemocy zdobywałem pieniądze na alkohol, czy inne rzeczy, których chciałem.

Muzyka, której słuchałem była rodem z piekła, także pornografia, którą z pasją oglądałem, nadpobudliwość, która prowadziła do agresji, przestępstwa, których się dopuszczałem, alkohol, wypaczone spojrzenie na seks, niszczące relacje, egoistyczne postawy w sytuacjach życiowych; wszystko to powodowało powolną degenerację i zniszczenie mojego życia i także moich najbliższych. Konflikty z prawem owocowały przymusową utratą wolności, jednak po jej odzyskaniu nic się nie zmieniło. Udało mi się skończyć jedynie 2letnią szkołę zawodową i ,,zdobyłem" zawód. Pomimo, że podejmowałem pracę, to sposób w jaki żyłem nie pozwalał mi jej utrzymać. Pieniądze po prostu przepijałem, a w pracy byłem niesolidny więc..

Widząc postępujący upadek mojego życia jednak nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie mam nad tym kontroli, i że sam nie jestem w stanie nic zmienić, ani niczego naprawić chociażby przy użyciu najlepszych narzędzi. Narzędziem takim miała być służba wojskowa (większość czasu spędziłem w areszcie za picie alkoholu i inne wykroczenia), miało nim być małżeństwo (ciągłe awantury z powodu picia, nie wracanie do domu na noce, zdrady..), miała nim być terapia odwykowa, której się poddałem (pić przestałem, ale doszły tym mocniej do głosu inne uzależnienia, tym razem od zachowań) i żona zostawiła mnie odchodząc z niespełna 4-letnim synem.

Z Panem Jezusem spotkałem sie wcześniej, zaskoczony Jego dobrocią i miłością, nawet przez czas jakiś byłem członkiem zboru, jednak pragnienia i pożądliwości, które tkwiły we mnie, miały mocny korzeń, a ja nie byłem wcale zdecydowany, aby z nich rezygnować. Chociaż już nie piłem alkoholu, przestałem palić papierosy i nie stosowałem żadnych innych używek to jednak pozostałe moje uzależnienia nadal  zbierały żniwo w postaci nienawiści, złości, złych, niszczących pragnień, związków z kobietami, które okazywały się kolejną porażką i kończyły samotnością. Nie cieszyło mnie już towarzystwo, które kiedyś wydawało mi się najlepsze, nie dawały  satysfakcji, ani też nadziei następne partnerki życiowe. Bardzo często patrząc w lustro odczuwałem obrzydzenie na widok tego co tam dostrzegałem. Pogłębiała się moja rozpacz i świadomość tego, że ginę, bo moja dusza, moje serce jest samotne, martwe...Stanąłem przed wielkim ,,murem" zbudowanym z mojego grzechu, bez jakichkolwiek nadziei na dobrą, szczęśliwą przyszłość.

W tej rozpaczliwej sytuacji w jakiej się znalazłem, to właśnie Bóg, dobry miłujący Ojciec zawołał do mnie, prosto do moich myśli. W samym środku mojego smutku pojawiło się Słowo nadziei. To sam Bóg mówił, że On zatroszczy się o moją przyszłość i usunie ciężar, który mnie przygniata. Duch Święty w moim sercu mówił mi o Jezusie Chrystusie, który został ukrzyżowany za moje grzechy, abym ja mógł żyć w wolności, szczęśliwym życiem, które On mi daje za darmo, bez udziału moich starań i zasług- po prostu z miłości!

 

Wyznałem przed Bogiem, że jestem grzeszny, bezsilny wobec mojego grzechu, ginę i potrzebuję ratunku, a On mi przebaczył i uratował!!!

 

Bóg sprawił, że znalazłem się na grupie  Coffee House, którą prowadzi w pomaganiu ludziom bezdomnym i uzależnionym i bardzo szybko obudził w moim sercu przekonanie, że jest to służba i miejsce, które On sam wybrał dla mnie. Do dzisiaj (już 6-ty rok) On sam prowadzi mnie, poucza, napomina, pociesza, podnosi i podtrzymuje. To Pan Jezus obdarzył mnie prawdziwą wolnością, oddalając ode mnie moje nałogi i pożądliwości, ucząc mnie miłości, współczucia, ofiarności, napełnia mnie radością i ,,..pokojem, który przewyższa wszelkie poznanie". Nie jestem doskonały, ale zawsze mogę liczyć na to, że Duch Święty skoryguje, napomni, pocieszy i pouczy mnie we wszystkim co jest potrzebne, aby Bóg Ojciec przez Jezusa Chrystusa, mojego Pana i Zbawiciela odebrał sobie z mojego życia należną Jemu chwałę. On, tak jak obiecał, kiedy przyszedł do mojego życia; sam troszczy się o wszystko.

Dzisiaj Słowo Boże jest moim pokarmem i w Panu Jezusie odnajduję pokój i radość. Dlatego teraz te kilka słów, które napisałem, aby oddać chwałę Temu, który jedynie jest Święty, pragnę zakończyć wersetem:

 

"A temu, który was może ustrzec od upadku i stawić nieskalanych przed obliczem swojej chwały, Jedynemu Bogu, Zbawicielowi naszemu, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, niech będzie chwała, uwielbienie, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i po wszystkie wieki. Amen "

Jud.24-25

Janusz P. z Koszalina