Newsletter










Kto teraz na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Odsłon : 21964
Start Świadectwa
Świadectwa
Andrzej Świder Email
niedziela, 11 października 2009 10:07

Świdectwo Andrzeja Świdra - osoby która była uzależniona ponad 20 lat od heroiny

 
Mirek "Kola" Email
niedziela, 11 października 2009 09:48

Świadectwo Mirka "Koli" rapera, wokalisty grupy MOCSQUAD

 
Sławek z Puław Drukuj Email
niedziela, 11 października 2009 09:26

Mam na imię Sławek i pragnę złożyć świadectwo o Bożej Łasce, Miłości i Mocy.
Przed poznaniem ewangelii, nie miałem właściwego zrozumienia słowa ?łaska?, miłość, a o mocy Bożej w ogóle nie słyszałem. Doświadczyłem tych trzech rzeczy dopiero gdy miałem 31 lat.

Było to w 1996r. Był to moment kiedy moja ?pseudowolność?, której tak bardzo dawałem przewodnictwo w mym życiu, doprowadziła mnie do kompletnej ruiny i zniewolenia od narkotyków. Towarzyszyły mi wówczas ogromny bezsens, strach, depresja, niesamowite kompleksy, poczucie niższości i winy. Z tą winą, to przez wiele lat starałem się usprawiedliwiać, i zrzucałem ją na innych, najczęściej na dom rodzinny, choć nie tylko.

Będąc jeszcze małym chłopcem, bo chodziłem wtedy jeszcze do pierwszej klasy szkoły podstawowej, uciekłem z domu. Potem ucieczki były coraz częstsze. Sam dziś nie wiem, jakie do końca były tego powody. W domu nie było patologii, wulgaryzmu, rozbicia. Ot, przeciętny dom, może ojciec był trochę nerwowy i surowy. W wieku ok.14-go roku życia, zaczęły się pierwsze kontakty ze środkami odurzającymi. Przez jakiś czas uważałem to za zabawę. Myślałem, że potem przyjdzie czas na poważne życie, żeniaczkę, pracę itp. Gdy ten czas naprawdę już przyszedł, ja już nie nadawałem się do żadnej z tych rzeczy. Podejmowałem pracę, tu i ówdzie ale powodem przerwania umowy było porzucenie pracy ponieważ nałóg nie zezwalał mi na to. Tłumaczyłem to sobie po swojemu, a życie ulegało coraz gorszej degradacji i spaczeniu umysłu, żeby nie powiedzieć ?wręcz zezwierzęceniu?. Każda moja decyzja była bezmyślna, i przynosiła mi tylko następne kłopoty.

Gdy kończyłem 29 rok życia, poważne kłopoty dotknęły mojego zdrowia fizycznego. Doznałem urazu nogi, na której powstała duża rana która nie chciała się goić. Mijał czas, a rana stawała się większa, tak, że można było oglądać kości. Lekarze którzy opiekowali się mną, byli jednomyślni, że zakażenie było duże co rzutowało na mój i tak wątły już stan zdrowia. Prognozowali moją przyszłość na dosłownie miesiące. Dołączając do tego opinię innych specjalistów od uzależnień , którzy również byli jednomyślni i wprost oznajmili mi, że wszystko co mogli mi dać ze swojej strony, już uczynili i nie ma już dla mnie pomocy. Liczyłem się wówczas z opinią tych ludzi, bo uważałem ich za autorytety w tej dziedzinie. Myślę, że wtedy zacząłem wierzyć i zdawać sobie sprawę, że teraz naprawdę będę musiał umrzeć. Ta myśl przerażała mnie. Przerażała mnie tym bardziej, ponieważ kilka lat wcześniej ktoś próbował głosić mi Ewangelię i jakiś malutki zarys tej prawdy wniknął do mojego wnętrza.

Zrobiło to nawet na mnie wrażenie, ale szybko to odrzuciłem, bo wydawało mi się, że zbyt wiele to wymaga wyrzeczeń. Świadomie odrzuciłem więc prawdę Ewangelii. Tak więc w tym krytycznym momencie odczuwałem przerażenie, że nie ma nikogo kto by mi pomógł tu na ziemi w sensie fizycznym i duchowym. Choć nie miałem zbyt wiele pojęcia o duchowych sprawach, czułem oskarżenie i potępienie, z powodu odrzucenia Ewangelii. Kiedy byłem na ostatnim odwyku w swoim życiu, miałem 31 lat. Wewnątrz zaś czułem się jak starzec nad grobem, oszukany przez Kogoś niewidzialnego. Kto naobiecywał mi uciech, zabaw, rozrywek, tzw.: ?wolności?.

W rzeczywistości jednak koniec był tragiczny. Chciałem o tym powiedzieć młodym chłopakom którzy tam byli, ale pomyślałem że i tak mnie nie posłuchają. Wyszedłem do sali, gdzie byłem sam i po raz pierwszy moje serce skruszyło się przed Bogiem. Pierwszy raz w życiu przyznałem się do winy i żałowałem szczerze. Pamiętam, że mówiłem wtedy do Boga: ?Gdybyś mi dał jeszcze raz zacząć wszystko od nowa?. Nie rozumiałem co się ze mną dzieje, płakałem. Wszystko skończyło się, gdy ktoś wszedł do sali, ale we mnie pozostał jakiś dziwny spokój. Jakby ktoś bardzo ważny zagwarantował mi, że wszystko będzie dobrze.

Kilka dni później byłem już w ośrodku misji ?TEEN CHALLENGE? w Broczynie. Tam Bóg otworzył mi oczy i zobaczyłem, że to o co poprosiłem Go na odwyku, stało się i oto narodziłem się na nowo. W Broczynie spędziłem moje duchowe niemowlęctwo, potem wróciłem do Puław mojego rodzinnego miasta. Zacząłem stawiać pierwsze samodzielne kroki. Szczerze wyznając, że bywało różnie. Czasami upadałem jak dziecko, ale Bóg Ojciec podnosił mnie z każdego upadku.

Dziś jestem dzieckiem Bożym, należę do Jego rodziny. Mam żonę, wychowujemy wspólnie syna, pracujemy i można by jednym słowem powiedzieć, że wszystko jest już normalnie. Jednak to nie jest takie normalne, biorąc pod uwagę wszystko to, co opisałem wcześniej. Za czyny których dopuszczaliśmy się w życiu, bo muszę dodać, że moja żona Alicja również była zniewolona narkotykami, należała nam się surowa kara. Kiedy byliśmy jeszcze narkomanami czasami ktoś próbował się nad nami litować i mówił: ?O? jacy biedni ludzie skrzywdzeni przez los?. Prawda była taka, że to my o wiele częściej Krzywdziliśmy innych. Ja kradłem, rozpowszechniałem narkotyki, rujnowałem życie rodzicom. Czy więc jest to normalne, że za takie rzeczy człowiek nie ponosi kary? Zamiast niej zostało mi okazane przebaczenie. Czyli łaska, za moje samolubstwo i egoizm doznałem miłości. Zaś w momencie krytycznym mojego życia, kiedy praktycznie byłem inwalidą poruszającym się o dwóch laskach, zbity bezradnością i beznadzieją objawiona mi została moc Boża, która mnie podźwignęła z tamtego stanu.Tak więc nie jest to takie zwyczajne i normalne, bo nie wszyscy moi znajomi, którzy żyli podobnie jak ja mogli tego doświadczyć.(Na puławskich cmentarzach leży ich ok. setki.) Tym bardziej chcę chylić czoła przed Bogiem, że w moim przypadku zamiast śmierci darował mi życie.

Ośrodek ukończyłem w 1997r. Jakże wiele Bożej dobroci, pomocy, cierpliwości okazywanej w tych najdrobniejszych sprawach życia codziennego doświadczyłem od tamtej pory wraz z moją rodziną. Mógłbym napisać naprawdę wiele świadectw. Dziękuje Bogu, że On mnie dziś prowadzi. Pragnę to szczerze wyznać na świadectwo o mocy Jezusa Chrystusa, Która mnie nieustanie kształtuje i przemienia, że w tamtym krytycznym momencie mojego życia uchwyciłem się Jego pomocnej dłoni, jak przysłowiowy tonący chwytający się brzytwy. Dziś wiem, że chcę się chwytać Go jeszcze bardziej, aby nie stracić tego wszystkiego co On mi dał.

Jezus Chrystus jest prawdą która mnie wyswobodziła. W swojej wielkiej miłości przyszedł do mnie w to przerażające miejsce w którym znalazłem się z powodu moich grzechów i przekonał mnie o nich. Włożył do mego serca wiarę, której nigdy nie posiadałem, otworzył moje oczy i sprawił, że mogłem ujrzeć Go jako Zbawiciela od Kary za grzech, od potępienia oraz śmierci.

Do Ciebie wołałem, wszechmocny Boże,
Pamiętam, że stałem cały we łzach
Gdy swoją krwią obmywałeś,
Brud mego serca-płakałem
A potem dałeś mi skrzydła
Bym frunął jak ptak
Zerwałeś Kajdany, otworzyłeś bramy
Wnet zapomniałem niewoli smak
Wzbiłem się w górę wysoko,
Lecz zaraz upadłem na skały
Niemal śmiertelnie raniony
Znów leżałem w łzach.

Ref. Bo wolność Twoja Jezu
Nie jest jak ta ze świata
Nie wszystko pożyteczne jest
Nie da się w chmurach
Gdzieś tam samotnie latać
Aby uniknąć tego co złe.

Nie mówię Boże, że już rozumiem
Bo ciągle mądrości w życiu mi brak
Ale wiem jedno, że bardziej
Cię potrzebuję, by przeżyć
Aby móc donieść zbawienie
Do nieba bram.
Uczyń mnie Panie czujnym jak gołąb,
Serce roztropne proszę mi daj.
Strzeż mnie obym już nigdy
Nie latał samotnie- w nieznane
Pomóż mi dostrzec granice
I wyznacz mi mój szlak. Sławek K. z Puław

 
Asia Miedzwiedziuk Drukuj Email
niedziela, 11 października 2009 08:39

To co działo się w moim życiu do roku 2004 było koszmarem, już od małego dziecka (niestety) służyłam szatanowi, paliłam papierosy, piłam alkohol, brałam narkotyki, okradałam przyjaciół, rodzinę, obcych ludzi, byłam agresywna (biłam ludzi), wyznawałam, że szatan jest moim Panem itd. Itp. Spodliłam się strasznie, już nikt nie widział we mnie człowieka, a tym bardziej kobiety...już nikt nie miał nadziei, nawet moja mama, która każdej nocy modliła się o mnie czekając jak zwykle przyklejona do szyby w kuchni....ja sama zapomniałam czym w ogóle jest nadzieja.......któregoś dnia stojąc przy oknie (na "mecie" ) zobaczyłam kobietę, przez myśl przeszło mi, żeby ją zabić, bo nie miałam na narkotyki....wystraszyłam się tych myśli, a później przeszły przez głowę następne z przeszłości, to kim jestem-a byłam nikim, dosłownie "zero? tyle byłam warta.

Pierwszy raz sama zdecydowałam, że chce spróbować normalnie żyć...pamiętam jak kolejny raz szłam w tragicznym stanie do mamy, by ją przeprosić i powiedzieć, że chce się leczyć......co dziwne uwierzyła mi i zaufała....zanim jednak dotarłam do ośrodka dla osób uzależnionych, diabeł walczył o mnie: poszłam w miejsce, gdzie już wcześniej chodziłam na terapię, błagałam ich o pomoc "dosłownie" błagałam i płakałam oni powiedzieli, że muszę czekać 6 miesięcy, wiedziałam, że to może mnie zabić, to czekanie..... a ja już nie chciałam czekać.

Zdobyłam się na odwagę i poszłam do Andrzeja, który był kiedyś narkomanem i chodził do Kościoła Zielonoświątkowego, słyszałam, że Bóg Go uwolnił i takie tam...wtedy myślałam, że odbiło mu i tyle, ale to mnie nie złamało, cały tydzień dzwoniła do niego ale akurat go nie było...(z jednej strony podstęp diabła z drugiej Jezus już wtedy walczył o mnie)....pomyślałam, że nie jest mi dane wyrwać się z koszmaru, skoro próbuję a nic mi nie wychodzi, postanowiłam wziąć tyle narkotyku, żeby się już nie obudzić, kiedy stałam na przystanku czekając na autobus (już miałam nie wracać do domu, już miało mnie nie być) na ten sam przystanek przyszedł Bartek, dawny kolega (brałam z Nim), On był w ośrodku, poprosiłam Go o pomoc z wielkim bólem przyznałam się, że nie daję już rady, że chce się leczyć, Bartek jeszcze tego samego dnia, wieczorem zadzwonił, że jest dla mnie miejsce w Broczynie (w żeńskim ośrodku dla osób uzależnionych.

W moim domu po raz pierwszy była radość ,cieszyliśmy się z rodzicami, kiedy usłyszeliśmy tą wiadomość...diabeł jednak się nie poddawał, zanim dojechałam to jeszcze miałam problem z ręką, i policja mnie zabrała z domu, bo jedna dziewczyna która znała mnie z widzenia powiedziała, że napadłam z nią na inną dziewczynę, byłam w szoku, że ciągle działo się coś, kiedy już miałam wyjeżdżać ( potem zrozumiałam, że to była walka duchowa o mnie między światłością a ciemnością; Jezus kontra Diabeł) ale Jezus zwyciężył ,w końcu dojechałam do Broczyny do Chrześcijańskiego Ośrodka Dla Osób Uzależnionych, tam odzyskałam nadzieję, tam nauczyłam się żyć, normalnie odzywać do innych, a co najważniejsze poznałam tam prawdziwego terapeutę żywego Jezusa, który zamieszkał w moim sercu, w moim życiu...........skończyłam terapię (chociaż walka była do końca pobytu w ośrodku).

Tam też zobaczyłam mojego teraźniejszego męża Wojtka, który widzi we mnie kobietę (a to uczynił Bóg)...sąsiedzi i znajomi widzą we mnie człowieka i szanują mnie (a to uczynił Bóg), rodzina mi przebaczyła i darzy mnie zaufaniem (a to uczynił Bóg), pracuję w ekskluzywnym sklepie do którego kiedyś nawet bym nie weszła ( a to uczynił Bóg),..........jeszcze nie osiągnęłam wszystkiego co sobie postanowiłam, ale nie wszystko na raz, w moim sercu jest pragnienie, by pracować dla Boga, dla ludzi nie dla siebie, chce żyć dla ludzi, którzy mają problemy z życiem, którzy nie mogą się odnaleźć w nim, chcę im pomagać i wiem, że Bóg jest ze mną...
JEZUS MNIE WYRWAŁ Z CIEMNOŚCI I JA CHCĘ WYRYWAĆ INNYCH !!!!!!!!!!!!
Asia Miedzwiedziuk

 
Janusz P. z Koszalina Drukuj Email
niedziela, 11 października 2009 08:33



"Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was- mówi Pan- myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją."

Jer.29, 11

Chcę poprzez to świadectwo oddać chwałę Bogu, który jedynie jest dobry, miłujący, cierpliwy, łaskawy, sprawiedliwy, mocny, który mnie ocalił i dał mi nowe życie.

Chociaż początek tego co napiszę nie będzie chwalebny, ani też nie będzie opiewać cudownej istoty Bożej, to jednak jest niezbędny i prowadzi do ,,cudownych rzeczy, jakie uczynił mi Pan". Nie będę opisywał zbyt wielu szczegółów, bo nie w tym rzecz, aby chwalić się tym czego się wstydziłem, i co pogrążało mnie w śmierci, w powolnym umieraniu mojej duszy i ciała.